Niezwykle efektowna dyscyplina dla, chciałoby się rzec, odważnych perfekcjonistów. Ewolucje wykonywane z różnej wysokości trampolin lub wież, skoki w przód, w tył, delfiny, śruby, salta, wreszcie skoki ze stania na rękach, indywidualne i w zsynchronizowanych parach… A ocena łącząca subiektywne wrażenie sędziów ze z góry określonym współczynnikiem trudności. I tak od ponad stu lat, bo skoki do wody znalazły się w programie olimpijskim już w 1904 roku.

Na początku tej historii przodowały w nich dwie nacje: Niemcy w skokach z trampoliny, Szwedzi w skokach z wieży, a z czasem najlepsze elementy obu specjalności połączyli Amerykanie i rozpoczął się okres ich wieloletniej dominacji. Europejczycy wrócili do walki o najwyższe trofea światowe w drugiej połowie XX wieku, ale w obecnym praktyczny monopol na złote medale mają Chińczycy, których panowanie czasem tylko zakłócają skoczkowie z innych państw.

Najwyższą lokatą Polaków wciąż pozostaje piąte miejsce Bogusławy Pietkiewicz w skokach z wieży na igrzyskach w 1968 r. w Meksyku.